Ustaw stronę jako startowa | Dodaj stronę do ulubionych

Osób online: 2

 
 
Strona Głowna | Forum dyskusyjne | Linki | Reklama | Redakcja | Fanlisting | Księga Gości
 
  Kanye West

   Biografia
   Dyskografia
   Videografia
   Filmografia
   Przyjaciele
   Mixtape
   Nagrody
   Kanye w Polsce
   Single
   Wywiady
   CRS
   Koncerty
  
Pastelle Clothing
   Wymowa imienia
   Cytaty
   Ciekawostki
   Produkcja
   Teksty
   Tłumaczenia
   Galeria
   Tapety
   Dzwonki
 

  GOOD Music

   Info
   Common
   John Legend
   Consequence
   GLC
   Sa-Ra
   Mr. Bentley
   Devo Springsteen
   Inni
 

  Download

   Graduation Album Sampler
   kanYe West - Good Night (Bonus Track)
   Kanye West feat. Young Jezzy - Can't Tell Me Nothing (Remix)
   Chris Brown feat. Kanye West - Down
   Alicia Keys feat. Kanye West - No One (Remix)
   Michael Jackson - Billie Jean 2008 (Kanye West Remix)
   Kanye West - A Milion and One Queestions 
   CRS - US Placers
   Cassidy feat. Kanye West & Ne-Yo - Drink And Two Step (Remix)
   Kanye West feat. Trick Daddy - I Can't Say No
   Estelle feat. Kanye West - American Boy
   Madonna feat. Kanye West - The Beat Goes
  
Young Jeezy feat. Kanye West - Put On
   John Legend - Green  Light  feat Andre 3000
   Common - Universal Mind Control
  
CRS - Everyone Nose (Remix) feat. Pusha T & N.E.R.D.
   Lil Wayne - Lollipop (Remix) feat. Kanye West
  
Really Doe - Plastic feat. Kanye West
 

  Butonz















 






Common

Biografia

W wirze walki

Wydanie debiutu w roku 1992 zakrawało na idiotyzm. Na nowojorskich ulicach szalały krążki Diamond’a D, Das Efx i Gang Starr, każdy Kalifornijczyk delektował się dźwiękami „The ChronicDr. Dre, a wszyscy głodni alternatywy mieli Beastie Boys oraz The Pharcyde w najwyższej formie. To były gruby rok. Common zapewne chłonął te klasyczne już dzisiaj płyty, tak jak chłonął religijno-społeczną literaturę i płyty Public Enemy. W końcu zdecydował się na uderzenie z własnym materiałem. Uderzenie wydawałoby się nieco masochistyczne, bo komu chciałoby się słuchać w tak wspaniałym roku albumu jakiegoś typka z bliżej nieznanej sceny w Chicago. Nawet jeśli ten typek miał swoje pięć minut w sławnej rubryce pisma „The Source” - „Unsigned Hype”?

CommonJak się jednak okazało, znalazło się parę osób, które sprawdziły „Can I Borrow A Dollar?” Common’a (wówczas dodawał do tej ksywki jeszcze przyrostek Sense), bo najpierw single, a potem cały longplay zaznaczyły swoją obecność na listach sprzedaży. Niestety, pomimo przychylnych wówczas ocen prasy, z dzisiejszej perspektywy nie jest to album przełomowy, jak wspomniane wyżej produkcje z tamtego roku. Loonie Lynn (tak ma w dowodzie napisane bohater tego tekstu) nie miał jeszcze własnego stylu, miotał się ze swoją chaotyczną nawijką, a całość brzmi momentami chaotycznie, nieskładnie i – co tu dużo mówić – źle się jej słucha w roku 2007. Gdyby jednak popatrzeć na „Can I Borrow A Dollar?” z innej strony, był to całkiem dobry prognostyk przed następnym krążkiem, który miał już w pełni zatrząść sceną. Dosłownie i w przenośni.

Dobre oceny pism branżowych i pozytywna reakcja fanów zmobilizowały Common Sense’a do podążania obraną wcześniej drogą. Producent pozostał zatem ten sam, zmieniła się tylko wytwórnia – Relativity zostało zamienione na Ruthless, label założony przez Eazy’ego-E, słynnego „Czarnucha z Charakterem”. Mylił się jednak ten, kto uważał, że kolejne wydawnictwo Commona przepełnione będzie gangsterską treścią. „Resurrection” – jak wspominałem – kontynuowało styl obrany przy okazji pierwszego CD, z tym że wyzbyto się drażniącego podśpiewywania i nieskładności. Brzmienie stało się bardyiej klarowne, No I.D. z tamtego okresu porównywany jest często do Pete Rocka i rzeczywiście coś w tym jest. Bębny układane były w podobnym stylu, podpierano je mięsistym basem, a sample czerpano głównie z jazzu i soulu. No właśnie, sample… To one uwidaczniały różnicę między Rockiem a No I.D. O ile popularny „Soul Rother #1” ciął je i szatkował ile sił, o tyle beatmaker Commona nie robił z nimi absolutnie nic. Po prostu – wynajdywał pętle na starych winylach, wrzucał na mocną perkusję i koniec. Gdyby jednak przymknąć na to oko, muzycznie „Resurrection” nie odbiega zbytnio od najwybitniejszych dokonań 1994 roku – „IllmaticNasa i „Ready To DieNotoriousa B.I.G..

Common
wyluzował się, zdał sobie sprawę, że nie ma takiego flow, aby szaleć z nim w piosenkach, wobec czego odstawił go troszkę na bok i postawił na treść. A ta była wyborna. Nadal bardzo dobrze bawił się słowem („Communism”), ale tym razem oprócz przechwałek dużo miejsca zajęły obserwacje i sprawy osobiste:

Mieszkam z matką / ta sama rutyna, posprzątać pokój itp. / Chcę jakoś to zmienić, ale nie ma możliwości / Zrozum, dwadzieścia dwa lata na karku / A nie mam czasu na małżeństwo”, rapuje w „Book Of My Life”. Takich gorzkich, pesymistycznych linijek człowieka bez perspektyw jest więcej.

Resurrection” na dobrą sprawę zaistniał w świadomości słuchaczy dopiero dzięki kontrowersyjnemu singlu „I Used To Love H.E.R.”. Hip-Hop został tu przedstawiony jako kobieta, którą Common najpierw pokochał, ale ta z czasem zaczęła się oddalać od pierwotnych wartości na rzecz używek i zabawy:

„Spotkałem tą dziewczynę, gdy miałem 10 lat / i to co w niej najbardziej kochałem, to dusza / To był old school, a ja byłem małolat / (…) Szanowałem ją, trafiała prosto do mojego serca / kilku nowojorskich czarnuchów stworzyło ją w parku”- rymuje w pierwszej zwrotce, by potem przejść w dramatyczny ton: „Teraz jest gangsta, i kręci z innymi sukami / Non stop pali blanty, non stop pije / opowiada straszne historie / a teraz piep**y się tylko z funkiem”.

Trafna analiza nie wydawała się taka trafna dla gangsta raperów z Zachodniego Wybrzeża, w których został wymierzony numer. Jako pierwszy odpowiedział Ice Cube, naczelny komentator społeczny w hip-hopie, „Chuck D Zachodniego Wybrzeża”. Wspólnie z pomocą swoich kompanów z Westside Connection – W.C. i Mack 10 – nagrał „Westside Slaughter House”, jadowitą odpowiedź na zaczepki Lynna. Spodziewano się jednego z ciekawszych beefów od czasu starcia KRS-One’a z Juice Crew, tymczasem sprawa była właściwie rozstrzygnięta po odpowiedzi Commona Bitch In You”.  Miażdżące linijki (nie warto cytować, radzę przestudiować cały tekst) podane na kozacki beat Pete Rock’a były za dobre, aby Westside Connection mogło jeszcze coś zdziałać. Aby uniknąć nieprzyjemności, na prośbę Louisa Farrakhana, duchowego przywódcy Afroamerykanów, nastąpiło oficjalne zakończenie starcia. Loonie Lynn wyszedł z niego jako zwycięzca.

Zmiany...

CommonCommon nie był zbytnio zadowolony z polityki wytwórni Ruthless. Rozgoryczony niweczeniem jego wysiłku, zarzucał firmie zerowe działania w kwestii promocji i takie samo wsparcie finansowe. Konsekwencja takich działań wydawała się oczywista – w niemiłej atmosferze Lynn opuścił label Eazy’ego-E i wrócił na stare śmieci, niczym syn marnotrawny – do macierzystego Relativity. Bynajmniej, nie spieszył się z wydaniem nowego materiału. Miały na to wpływ trzy zdarzenia. Po pierwsze, Common Sense – grupa z Los Angeles grająca reggae – pozwała Commona do sądu za przywłaszczenie sobie ich nazwy. Mniejsza o to, że zespół nie był znany na szerszą skalę i możliwe, że chciał tylko wybić się na fali ówczesnej popularności rapera – prawo to prawo, rozprawa odbyła się, ale szczęśliwie dla naszego bohatera wszystko skończyło się polubownie i musiał jedynie skrócić swój pseudonim do „Common”. Po drugie, Loonie Lynn przeżywał wówczas upojny okres z Eryką Badu, doskonale znaną na całym świecie wokalistką soul. Miłość co prawda nie została przypieczętowana ślubem, ale nie przeszkodziło to parze do wypuszczenia na świat owocu wzajemnego uczucia – córki Ofoye. Po trzecie, MC mieszkający dotychczas w Chicago przeprowadził się do kolebki hip-hopu – Nowego Jorku.  Te dwa ostatnie wydarzenia z pewnością odbiły się na długo oczekiwanym trzecim krążku.

One Day It’ll All Make Sense” – bo taką nazwę nosił tamten longplay - powinien się nazywać „One CD It’ll All Make Sense”, gdyż to on wypchnął rapera na głębszą, bardziej komercyjną wodę i zapewnił spory sukces finansowy. Być może to zasługa wspomnianych gości (a byli to m.in. Q-Tip z A Tribe Called Quest, De La Soul, Black Thought z The Roots oraz Cee-Lo), którzy wynieśli postać Commona na wyższy szczebel muzycznej drabiny. Być może to też zasługa muzyki, która złagodziła się, stała się bardziej miękka, przystępniejsza, choć nadal dobra. No I.D. rozwinął swój warszat, dobierał sample krótsze, różnorodniejsze, ale nadal miało to jednak sens i charakter. Common to z kolei inna bajka. Nie zmienił swojego stylu ani o jotę, nadal wplątując nas w swoje autobiograficzne, pełne trafnych spostrzeżeń historie. Wzruszający singiel „Retrospect For Live” poświęcony tematowi aborcji z przeżywającą wówczas swoje najlepsze momenty zawodowe Lauryn Hill był tego najlepszym dowodem. Magazyn „Rolling Stone” chwali rapera, pisząc „Common could be the most thoughtful, lyrically skilled rapper you've never heard of”, zaś na koniec recenzji dodaje “One Day It'll All Make Sense’ (is) the kind of morality tale rap so desperately needs.”. Trudno się z tym nie zgodzić.

Przy pracy nad kolejnym albumem Common postanowił nie skorzystać już z pomocy swojego kompana z Chicago – No I.D. Zdziwi się jednak ten, kto uważa że przeprowadzka do Nowego Jorku zaowocowała koneksjami z tamtejszym muzycznym światkiem. Co prawda Lynn pojawił się na składance „Soundbombing Vol. 2” firmowanej przez nowojorski podziemny label Rawkus oraz na płytach Pharoahe Moncha, The Beatnuts i Black Stara, ale na swój kolejny krążek nie dobrał sobie już tak znamienitych gości z „Wielkiego Jabłka”.

CommonLike Water For Chocolate” – czwarty krążek – zdominowały postacie, które na co dzień nie zajmują się rapowaniem, a śpiewaniem i graniem na instrumentach. Mieliśmy zatem trębacza Roya Hargrove’a, D’Angelo, Jill Scott, Erykę Badu, Questlove’a z The Roots i J Dillę. W konsekwencji otrzymaliśmy płytą subtelną, organiczną, płynącą swoim tempem, zdecydowanie bliższą soulowi niż jazzowi. Singiel produkcji DJ Premiera („The 6th Sense”) nijak się miał do reszty materiału, nie reprezentował go sobą w ogóle. Jakież więc musiały być miny tych, którzy na kupno zdecydowali się po przesłuchaniu tego numeru! Już lepiej mieli Ci, którzy sugerowali się kolejnym singlem – „The Light” – definitywnie lepiej wbijającym się w całość kompozycji. Co więcej, numer ten został nominowany do prestiżowej nagrody Grammy, a sam krążek krytycy ocenili bardzo entuzjastycznie i jednogłośnie uznali za najlepszy w karierze Commona.

Mając nieograniczone zaufanie ze strony wytwórni MCA, z którą związał się przy okazji „Like Water…” zdecydował się wstąpić na grząski grunt muzyki eksperymentalnej. Krótko mówiąc jednak – przekombinował. „Electric Circus” to zdaniem krytyki najbardziej niezrozumiała pozycja w dyskografii artysty. To już nie był rap, to był prawdziwy misz-masz, w którym hip-hop stanowił tylko punkt wyjścia do dalszego eksperymentowania z rockiem, bluesem, punkiem, funkiem i elektroniką. Niestety, nie miało to rąk i nóg, zróżnicowani goście (Jill Scott, Erykah Badu, Mary J. Blidge, Bilal, Neptunes czy Sonny z P.O.D.) zaczęli męczyć na dłuższą metę, całość nie była jakby do końca przemyślana, a sam Common próbował dosłownie wszystkiego (8-minutowa dedykacja dla Jimmiego Hendriksa jest tego najlepszym przykładem), byle tylko nie zawieść swoich fanów. A jak pokazala przyszłość – wystarczyło tak niewiele, by zaspokoić gusta swoich wielbicieli... 

Być (z Kanye Westem)…

Tytuł tego podrozdziału wydawałoby się, że mówi wszystko. Common się sprzedał! Dobrał sobie najpopularniejszego producenta w USA, aby ten generował mu hit za hitem i wspiął go na szczyty list przebojów, z których z łomotem spadł po porażce komercyjnej „Electric Circus”. Nic z tych rzeczy.

CommonKanye może i jest jednym z bardziej wziętych muzyków w branży, ale nie zapominajmy, że ma też za sobą współpracę z zaangażowanym społecznie Talibem Kwelim, mocno kombinującym Mos Defem czy podziemnymi Dilated Peoples. I choć Westowi zarzuca się kopiowanie patentów czy momentami za słodziutki styl, to przy współpracy z Commonem wyzbył się tych mankamentów. „Be” – bo tak nazywał się efekt współpracy tych panów – z miejsca został okrzyknięty jednym z najważniejszych wydarzeń na scenie. Oceny branżowych magazynów mówią zresztą za siebie - maks od „XXL”, 4.5/5 od „The Source”, 4/5 ze strony „Rolling Stone” i niezliczona ilość tytułów „Albumu roku 2005”.

Common sprawdzał się we wszystkich aspektach lirycznych, umiał zarówno opowiedzieć chwytającą za serce opowieść o żonie mężczyzny oskarżonego o „hustlerkę” (był tzw. w Polsce „alfonsem”), jak i zdać relację z codziennego życia czarnoskórej społeczności na rogach ulic. Rymował spokojnie, pewnie, czuć było w tym wszystkim chemię pomiędzy nim, a Kanye Westem (nie powinno to jednak dziwić, wszak obaj panowie pochodzą z Chicago). Producent najwyraźniej czuł wagę i rozmiar wydarzenia i stworzył brzmienie pełne, wciągające, czerpiące z soulu i jazzu. Trzy mistrzowskie perełki oddał ś.p. J Dilla, i to one wraz z kusztem lirycznym Loonie Lynn’a, wyczuciem Westa i doskonałymi głosami gości (m.in. Bilal, John Legend) dały w efekcie jedną z lepszych pozycji XXI wieku.

Najpewniej zmotywowany ogromnym sukcesem – i finansowym, i artystycznym – Common postanowił kontynuować współpracę z Westem. To on odpowiada za lwią część produkcji na goszczącym od kilku tygodni na półkach „Finding Forever”. Oczywiście nie zabrakło muzyki autorstwa J Dilli (jeden numer z jego ostatniego, pośmiertelnego albumu „The Shining” – „So Far To Go”), pojawiły się też produkcje Will.I.Am'a i kilku innych, mniej znanych producentów. Single promujące krążek są doprawdy znakomite, ale recenzje już równie entuzjastyczne nie są. Ot, udany krążek i tyle. Zarzuca się przede wszystkim mały zastój w rozwoju raperskim Commona i nieco słabszą formę Kanye Westa. Czy jest tak w rzeczywistości? Być może, ale i tak warto nabyć „Finding Forever”, bo Common to marka. Tu nie może być mowy o złym albumie…

źródło : cgm.pl

 

Dyskografia

 

Finding Forever (2007r.)



01. Intro
02. Start The Show
03. The People
04. Drivin' Me Wild (feat. Lily Allen)
05. I Want You
06. Southside (feat. Kanye West)
07. The Game
08. U, Black Maybe
09. So Far To Go (feat. D'Angelo)
10. Break My Heart
11. Misunderstood
12. Forever Begins

Recenzja:

Dwa lata temu Common i Kanye West wyczarowali ponadczasowy album, urzekający liryczną świeżością i soulfulowym brzmieniem. "Be" został pozytywnie odebrany zarówno przez krytyków, jak i fanów czarnej muzyki, którzy w liczbie ponad 700 tys. sięgnęli po szósty solowy krążek chicagowskiego poety. Niecierpliwie wyczekiwany następca czterokrotnie nominowanego do nagrody Grammy albumu zatytułowany został "Finding Forever" (GOOD Music/Geffen). Producentem wykonawczym płyty, jak również autorem zdecydowanej większości znajdujących się na niej kompozycji, jest ponownie Kanye West - uzależniony od samplowania, muzyczny geniusz z Wietrznego Miasta.

Pozostanie w znacznym stopniu przy formule obecnej na "Be" jest jednocześnie darem i przekleństwem najnowszego projektu Commona. Obdarzony wyjątkowym talentem MC po raz kolejny dostarcza szczery i uduchowiony przekaz, imponując przy tym erudycją i życiową mądrością. W otwierającym album utworze "Start The Show", Com triumfuje błyskotliwymi punchlines w asyście bujającej fuzji ostrych skrzypiec i radosnych klawiszy ("Your live show is hollow, shoulda kept it local, Rappin over vocals, soundin soft as JoJo, With twelve monkeys on stage it's hard to see who's a gorilla, You was better as a drug dealer..."). Charakterystyczne dla duetu Common/West brzmienie odnaleźć można w promującym materiał nagraniu "The People", którego łagodna strona muzyczna obfituje w kojące dźwięki fletu zestawione z wysamplowanymi dodatkami wokalnymi. Zaangażowany społecznie rap Commona uzupełnia gładkim refrenem Dwele. W roli storytellera chicagowski MC występuje w numerze "Drivin' Me Wild", w którym wokalnego wsparcia udziela jemu brytyjska sensacja muzyki pop - Lily Allen. Ekskluzywna kolaboracja z Will.I.Am'em następuje w dość usypiającym i pozbawionym atrakcyjności utworze "I Want You", podczas gdy liryczną eksplozję przynosi ze sobą kawałek "Southside", w którym Com i Kanye wymieniają się przepełnionymi arogancją i energią wersami, w pełni wykorzystując oparty na gitarowych riffach instrumental ("The broads, the cars, the half moon, the stars, I'm like Jeff Fort the way I get behind bars, Burn cd's with no regard for the stars, Come to the grip with conflict, diamonds and the arts, Back in '94 they call me Chi-town's Nas, Now them niggas know I'm one of Chi-town's gods...").

Prawdziwym brylantem na krążku jest utwór "The Game", w którym West proponuje twardy, old-schoolowy baseline w stylu boom bap, a turntablistyczne błogosławieństwo całemu przedsięwzięciu zapewnia sam DJ Premier. Powrót do klasycznego soulfulu ma miejsce w bazującym na samplu z repertuaru Steviego Wondera nagraniu "U, Black Maybe", w którym znakomity popis wokalny daje wieloletni partner Commona - Bilal. Świętej pamięci J Dilla odpowiada za produkcję utworu "So Far To Go", który w zmodyfikowanej od strony lirycznej wersji znalazł się na pośmiertnym albumie producenta z Detroit ("The Shining"). Instrumentalny hołd zmarłemu artyście składa Kanye West w numerze "Break My Heart", czerpiąc ze sposobu, w jaki Jay Dee rozciągał sample i lokował je na miękkiej perkusji. Melancholijny dźwięk zawiera w sobie stonowana, niesiona przez ciężkie akordy pianina kompozycja autorstwa Devo Springsteena (kuzyna Kanye Westa), który produkuje utwór "Misunderstood", w którym Com nakreśla bolesny obraz ludzkich błędów i nieporozumień. Finalnym akordem płyty jest optymistycznie usposobione nagranie "Forever Begins" z fantastycznym instrumentalem Westa, który wypełnia go marszową perkusją, ciepłym pianinem, przyspieszonymi samplami wokalnymi i gospelowym akcentem w refrenie. Common zamyka album introspektywnymi wersami, podczas gdy na sam koniec utworu do głosu dochodzi ojciec rapera, zostawiając po sobie metafizyczne przesłanie.

"Finding Forever" byłby zapewne uznany za album doskonały, gdyby nagrał go inny MC, aniżeli Common Sense. Jednak w bogatej dyskografii mistrza z Chi-Town materiał ten może najwyżej aspirować do miana przyzwoitego. Raperowi wciąż nie można odmówić pasji i motywacji podczas rymowania, a dbający o warstwę muzyczną Louis Vuitton Don ma niezliczoną ilość pomysłów na tworzenie porywającej muzyki. Problem polega jednak na tym, iż proponowana przez obydwu artystów formuła ulega powoli rozkładowi, co można momentami odczuć w trakcie sesji z "Finding Forever". Albumem "Be" Common postawił sobie poprzeczkę niezwykle wysoko, a jego Hip-Hop, choć nadal godny podziwu tak w formie, jak i treści, brzmi mało progresywnie i sprawia wrażenie nieco ograniczonego. Fani inteligentnej, hip-hopowej rozrywki nie powinni mieć jednak wątpliwości, iż "Finding Forever" reprezentuje to, co zawiera w sobie nazwa sublabelu Commona - GOOD Music.

źródło: hip-hop.pl

 


Be (2005r.)




1. Be (Intro)
2. The Corner
3. Go!
4. Faithful
5. Testify
6. Love Is...
7. Chi-City
8. The Food
9. Real People
10. They Say
11. It's Your World

Recenzja:

Hip-Hop to muzyka, która swoje piękno zawdzięcza artystom, którzy potrafili połączyć ją z innymi gatunkami, jak Soul, Blues czy Jazz. Od początku świadomi tego byli m.in. De La Soul, A Tribe Called Quest, Jurassic 5 czy Digable Planets. Wśród ludzi, którzy zawsze wychodzili poza sprawdzone schematy, szukając własnego brzmienia i eksperymentując z różnorodnością dźwięków, był również Lonnie Rashied Lynn aka Common, który po trzech latach przerwy, powraca z szóstym solowym albumem, zatytułowanym "Be".

Wielkość rapera, o którym dzisiaj mowa, nie polega wyłącznie na wokalnych umiejętnościach, jakimi został on obdarzony. MC, który tworzy projekt bez przemyślanej koncepcji, może i w dzisiejszych czasach zyska sławę i pieniądze, ale nigdy nie zdobędzie szacunku i szczerego zrozumienia. Common od samego startu miał wizję, miał przekonania oraz świadomość, iż każda z jego płyt, musi być po prostu inna. Wszyscy fani reprezentanta Chicago znają niekonwencjonalność i kreatywność, które zaprezentował jeszcze jako Common Sense na "Can I Borrow A Dollar?" i "Ressurrection", gdzie demonstrował sprzeciw w kierunku rozwijającego się gangsta rapu oraz jego komercjalizacji. Po przeprowadzce do Nowego Jorku, Common dalej odkrywał możliwości czarnej muzyki, tworząc wraz z NO I.D. "One Day It'll All Make Sense" oraz przełomowy w swojej karierze, zbierający wyłącznie znakomite recenzje, klasyczny album o pięknym tytule "Like Water For Chocolate", który sprzedał się w ilości prawie 800 tys. egzemplarzy. Za utwór "The Light" Common został nawet nominowany do nagrody Grammy. Wytwórnia MCA, pozytywnie zaskoczona sukcesem "Like Water For Chocolate", dała raperowi zupełnie wolną rękę przy tworzeniu następnego LP. Albumem "Electric Circus" Common potwierdził swoją artystyczną niezależność, tworząc muzyczny eksperyment, który jednak był zbyt skomplikowany dla odbiorców, co wyraźnie negatywnie odbiło się na jego sprzedaży.

Tym samym MC zmuszony został do poszukania sobie nowego wydawcy, jak i również producenta, z którym mógłby powrócić do gry, jeszcze raz prezentując nowe pomysły i świeże spojrzenie na obecny Hip-Hop. Tą osobą okazał się Kanye West i jego wytwórnia G.O.O.D. (Getting Out Our Dreams) Music. Do tej pory Common współpracował z określoną grupą producentów, od wspomnianego NO I.D. po The SoulQuarian's (Jay Dee, Questlove, D'Angelo i James Poyser). Wyjątkami w tym kolektywie mogą być chociażby DJ Premier czy The Neptunes, jednak nie zmienia to faktu, iż od strony muzycznej jego albumy wyglądały zawsze perfekcyjnie i przede wszystkim konceptualnie.

Nowe dzieło Commona nie przynosi w tym aspekcie żadnych zmian. Także i tym razem mamy przed sobą przemyślany i starannie dopracowany materiał. Za podkłady na "Be" odpowiedzialni są dwaj wielcy producenci. Pierwszy z nich to oczywiście Kanye West, który jest autorem aż 9 z 11 produkcji. Pozostałe dwie należa do J Dilla aka Jay Dee, któremu choroba przeszkodziła niestety w większym zaangażowaniu się w powyższy projekt. Od samego początku albumu napotykamy na prawdziwe bogactwo dźwięków. Jazz i Soul z lat siedemdziesiątych to gatunki, które obecne są w niemal każdym utworze. Dodatkowo podkłady przepełnione są pozytywną energią i sprawiają, że czujemy się wolni i zrealaksowani.

Najlepszym na to dowodem jest otwierający płytę kawałek "Be", na którym Common uzewnętrznia swoje szczęście na melodyjnym podkładzie Kanye, który przy jego tworzeniu inspirowany był dokonaniami Digable Planets. Przyznam, iż dawno nie słyszałem tak dobrego wstępu. Common rozpoczyna z wielkim zaangażowaniem i mobilizacją: "I want to be as free as the spirits of those who left / I'm talking Malcom, Coltrane, my man Yusef / Through death through conception / New breath and resurrection / For moms, new steps in her direction..."

Drugi utwór to połączenie inteligentnych rymów Commona z old-schoolowym baselinem Kanye Westa. MC opowiada tutaj, jak wielkie znaczenie dla każdego Afro-Amerykanina ma uliczny róg. Nie jest to jednak typowe zestawienie ulicznej strzelaniny z grą w kości. Common rymuje z wielką pasją, przybliżając nam zasady i obyczaje czarnej kultury: "...Black church services, murderers, Arabs serving burger its / Cats with gold permanents move they bags as herbalist / The dirt isn't just fertile its people working & earning this / The curb-getters go where the cash flow & the current is..." Dodatkowo na refrenie swoim głębokim głosem wspomaga go Kanye, a zaraz po nim legendarni The Last Poets, którzy jeszcze bardziej uwiarygadniają poruszony temat.

Następne dwa utwory to praktycznie sama słodycz w wykonaniu Commona. "Go" ukazuje nam rapera, którego stonowana wcześniej miłość przeradza się w obsesję i seksualne zapędy. Utwór ten powstał przy współpracy Westa z Johnem Mayerem, z którym producent spotkał się podczas kinowego seansu. Kanye pokazał tutaj prawdziwy geniusz. Muzyka ma niezwykle romansowy charakter, który sprawia, iż Common odpływa w erotyczne fantazje: "...Free love I wanna see uh, hot sex in the third degree uh...". "Faithful" to z kolei czysta esencja soulfulowego Kanye Westa. Tym razem Mr. Lou Vuitton Don serwuje klasyczne połączenie miękkich bębnów z ciepłym wokalnym samplem, dopieszczając wszystko piękną harmonijką. Common spokojnie płynie po bitcie, umiejętnie przelewając na papier same pozytywne wartości. Na hooku idealne uzupełnienie stanowią John Legend, który w gospelowym tonie kończy cały kawałek oraz Bilal - znany z pięknych refrenów, chociażby na "The 6th Sense" Commona.

"Testify" to jedena z bardziej niekonwencjonalnych pozycji na krążku. Lonnie Lynn postanowił ukazać nam nieprzewidywalny storytelling, który dotyka problemu kobiety, zaangażowanej w obronę męża-hustlera na sali sądowej. Common jest naprawdę doskonałym narratorem, którego flow zostało zestawione z magicznym w swojej prostocie podkładem Kanye. Talent z Chicago potwierdza, iż jest obecnie królem samplingu, zwłaszcza gdy chodzi o wokalne eksperymenty. Utworem "Love Is" Common powraca do spraw od zawsze bliskich jego sercu, kolejny raz ukazując brak miłości w naszym życiu codziennym. To także jeden z tych kawałków, gdzie Kanye zastąpiony został przez Jay Dee, którego muzyka charakteryzuje się jeszcze bardziej głębokim przesłaniem. Dilla tworzy tutaj przepiękny podkład, samplując samego Marvina Gaye'a. Przyznam, iż numer ten jest moim faworytem na płycie.

Na siódmej pozycji przychodzi czas, aby powiedzieć kilka słów prawdy w stronę dzisiejszych MC's, których Common w kawałku "Chi-City" pyta: "...What you rappin' for to get fame or get rich?...". W następnym wersie następuje natychmiastowa odpowiedź: "...I slap a nigga like you, and tell him "Rick James bitch!"...". Cały utwór przepełniony jest punch-linijkami, które świetnie komponują się z old-schoolowym bitem Westa. Common pokazuje, iż jest sumiennym obserwatorem hip-hop'owego świata i potrafi wyrażać swój krytyczny stosunek do zmian, jakie w nim następują. Jak wszyscy pamiętamy, po raz pierwszy miało to miejsce w 1994 r., kiedy to MC nagrał legendarny już kawałek "I Used To Love H.E.R.".

Następny numer to znany już dobrze wszystkim "The Food", który Common wraz z Kanye zaprezentowali w programie Dave'a Chappelle. W moim odczuciu jest to najlepszy podkład w wykonaniu Westa na całym albumie. Pianino brzmi tutaj po prostu cudownie. Na pewno pozytywnie zaskauje również zabawny refren Kanye, u którego śpiew jest według mnie większą zaletą niż rymowanie. Common dostosowuje się do soulowego klimatu i podaje kilka naprawdę gorących wersów: "...We living in, my man in the fast lane pivoting / On the block white is selling like Eminem / On the block it "Jump Off" like Kim and them / On the block it's hot, you can feel it, in your skin and then...". Dwóch Chicago's Finest stworzyło tutaj niesamowite przedstawienie.

"Real People" to z kolei lekko stonowany utwór, na którym, przy dźwiękach saksofonu, Common odkrywa prawdę o ludziach otaczających nas na codzień. Jego rymy ponownie bogate są w sensowne porównania i rzetelne oceny rzeczywistości: "...I wonder is the spirits of Bob Marley and Haile Selassie / Watch me as the cops be tryna and pop and lock me / They cocky, plus they mentality is Nazi / The way they treat blacks I wanna snap like paparazzi...". Kanye tym razem produkuje bez udziału sampli, co dodatkowo podkreśla jego nieprzeciętne umiejętności. Na "They Say" reprezentanci "Wietrznego Miasta" ukazują siebie w konfrontacji z poglądami otoczenia. Common opisuje siebie w ten sposób: "...I'm the black pill in the Matrix...". Natomiast Mr. West jest zdecydowanie bardziej odprężony i swoją zwrotkę zaczyna: "...aaa sweet taste of victory...". Produkcja Kanye ma ponownie niezwykle soulfulowy klimat, który poparty jest odpowiednim wokalem niezawodnego Johna Legenda.

Na ostatnim kawałku Common przeprowadza prawdziwą retrospekcję przez swoje życie. W ten sposób utworem "It's Your World Pt. 1 & 2" raper ma na celu przekazać ludziom swoje życiowe doświadczenia i zmusić ich do wiary we własne szczęście. Com przypomina m.in. o swoich problemach z alkoholem, które przeszkodziły mu w ukończeniu studiów: "...Went to school on Baton Rouge for a couple of years / My college career got down wit a couple of beers...". Producentem tego numeru jest Dilla, który swoje kolejne dzieło oprawił pięknymi skrzypcami i wzruszającym pianinem. Na refrenie ponownie usłyszymy głęboki głos Bilala, natomiast całość, przy dźwiękach klasycznego pianina, kończy sam ojciec Commona, który przekazuje zdobyte mądrości. Idealne zakończenie wspaniałej przygody z albumem "Be".

Tak pięknego Hip-Hop'u świat nie słyszał już dawno. Common przyniósł ze sobą wszystko to, co zawsze u niego kochaliśmy. Jego erudycja, jego inteligencja oraz jego poetycki język - tego wszystkiego możemy doświadczyć, słuchając nowego albumu artsyty z miasta Ala Capone. Kanye West, który na długo przed wydaniem projektu, w oczach fanów Commona był osobą dla niego nieodpowiednią, pokazał prawdziwą muzyczną wirtuozerię, tworząc magiczne soulowo-jazzowe brzmienie, które możnaby porównać do "The Low End Theory" grupy A Tribe Called Quest. Czy "Be" jest jednak klasykiem? Na dzień dzisiejszy chyba nikt z nas nie jest w stanie tego stwierdzić. Myślę, że album ten to na pewno masterpiece XXI wieku, który przypomina o sile współpracy MC z producentem i pokazuje ogromny potencjał czarnej muzyki. Moim zdaniem Lonnie Lynn po trzynastu latach kariery w pełni zasłużył na nagranie tak szczerego, jak i również chwytliwego LP. Dla wielu jego zwolenników tymi najlepszymi wciąż pozostaną "Ressurrection" i "Like Water For Chocolate", jednak "Be" to kolejny muzyczny progres Commona, który, jak wskazują prognozy, zostanie również poparty wysoką sprzedażą płyty (nawet 250 tys. w pierwszym tygodniu). Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko gorąco namówić Was do kontaktu z tym projektem.

źródło: hip-hop.pl

 


Electric Circus (2002r.)

1. "Ferris Wheel"
2. "Soul Power"
3. "Aquarius"
4. "Electric Wire Hustler Flower"
5. "The Hustle"
6. "Come Close"
7. "New Wave"
8. "Star *69 (PS With Love)"
9. "I Got A Right Ta"
10. "Between Me, You & Liberation"
11. "I Am Music"
12. "Jimi Was A Rock Star"
13. "Heaven Somewhere"

 


Like Water For Chocolate (2000r.)



1. "Time Travelin' (A Tribute To Fela)"
2. "Heat"
3. "Cold Blooded"
4. "Dooinit"
5. "The Light"
6. "Funky For You"
7. "The Questions"
8. "Time Travelin' Reprise"
9. "The 6th Sense"
10. "A Film Called (PIMP)"
11. "Nag Champa (Afrodisiac For The World)"
12. "Thelonius"
13. "Payback Is A Grandmother"
14. "Geto Heaven Part Two"
15. "A Song For Assata"
16. "Pops Rap III....All My Children"

 


One Day It'll All Make Sense (1997r.)



1. Introspective
2. Invocation
3. Real Nigga Quotes
4. Retrospect For Life
5. Gettin' Down At The Amphitheater
6. Food For Funk
7. G.O.D. (Gaining One's Definition)
8. My City
9. Hungry
10. All Night Long
11. Stolen Moments Pt. l
12. Stolen Moments Pt. ll
13. 1 '2 Many...
14. Stolen Moments Pt. lll (Intro/Outro)
15. Making A Name For Ourselves
16. Reminding Me (Of Sef)
17. Pop's Rap Part 2/Fatherhood

 


Resurrection (1994r.)



1. Resurrection
2. I Used To Love H.E.R.
3. Watermelon
4. Book Of Life
5. In My Own World (Check The Method)
6. Another Wasted Nite With...
7. Nuthin' To Do
8. Communism
9. WMOE
10. Thisisme
11. Orange Pineapple Juice
12. Chapter 13 (Rich Man Vs. Poor Man)
13. Maintaining
14. Sum Sh*t I Wrote
15. Pop's Rap

 


Can I Borrow a Dollar? (1992r.)


1. "A Penny For My Thoughts"
2. "Charms Alarm"
3. "Take It EZ"
4. "Heidi Hoe"
5. "Breaker 1/9"
6. "Two Scoops Of Raisin" (razem z Immenslope)
7. "No Defense"
8. "Blows To The Temple"
9. "Just In The Nick Of Rhyme"
10. "Tricks Up My Sleeve" (featuring Rayshel)
11. "Puppy Chow"
12. "Soul By The Pound"
13. "Pitchin' Pennies"
 

 

 
  Na forum:

 
  1. So yap!I#m back:D (odp. 0)
  2. Jay-Z (Live at Glastonbury 2008)(Video + Audio) (odp. 0)
  3. SOKÓŁ & PONO - TPWC (odp. 2)
  4. Kanye West - The Graduate (odp. 0)
  5. Alter Ego (odp. 0)
  6. prośba (odp. 0)
  7. mixtape (odp. 4)
  8. Sample Westa do pobrania (odp. 0)
  9. Produkcje Westa do pobrania (odp. 0)
  10. violence. wita. (odp. 1)
 

  Sonda


Czy wybrałbyś/wybrałabyś się na koncert Westa w Polsce?
 Tak
 Nie
Wyniki
 

  Współpraca

Polska strona o Dirty South.

 

  Stat


 


 Copyright © 2006-2008 Kanye West

Wszelkie Prawa Zastrzeżone. 

VitaLine - Promocja Zdrowia - tworzenie stron www Kraków - torby reklamowe - Wózki dziecięce - Przepisy Kulinarne - Zamrażanie - Test Drive Unlimited - angielski - wentylatory przemysłowe - ręceprecz odtybetu - Kosiarka - Alveo, Akuna, Zioła - SPSS - bramy - pościel